"To kogo tam zobaczyłam było nie do zniesienia"
T:Boo proszę wracajmy już do domu błagam-powiedziałam spanikowanym głosem
L:Hej mała co jest?coś się stało
T:Zobacz kto tam stoi to przecierz nasz ojciec(znaliśmy go z lou z wyglądu ze zdięć i opowieści mamy)
L:Czego On tu szuka nie doś krzywdy już narobił?!-było widać że się zdenerwował bo wszystkie jego mięśnie się napieły i jeszcze mocniej się we mnie wtulił
Li:Louis ,ej stary spokojnie choćmy już do domu
Jak Li zaproponował tak się stało w drodze powrotnej byłam cała roztrzęsiona bo zataiłam przed Lou jeden dość istotny fakt...Gdy doszliśmy do domu szybko zdjełam buty i udałam sie do swojego pokoju uprzednio zamykając drzwi na klucz po czym sięgnęłam do szfki po paczkę papiersów wzięłam ją ze sobą ,usiadłam na parapecie odpaliłan jednego otwierając okno aby w razie czego nikt nic nie poczuł.Po spaleniu pierwszego był drugi...trzeci...czwarty...piąty i trwało by to tak długo dopuki nie skończyły by mi się papierosy ale ktoś mi beszczelnie przerwał wchodząc do pokoju zaraz...zaraz jak On to zrobił skoro dzrzwi były zamknięte na klucz od wewnątrz
T:Nie warzne kim jeste$ wyjdź stąd!
L:Do swojego brata się tak odzywać
T:Louis wyjdź stąd!chcę być sama!
L:Nie krzycz nie wyjdę dopuki nie powiesz mi co się dzieje i dlaczego tak zareagowałaś na widok ojca hm?
W odpowiedzi wstałam chwyciłam z szafki nocnej dwa przedmioty i czym prędzej wybiegłam z pokoju po czym zamknęłam się w łazięce siadłam na wannie wyjmując z zaciśniętej dłoni owe przedmioty a były to:woreczek z białym proszkiem i zwinięta chusteczka w której znajdowała się moja jedyna przyjaciułka...żyletka od£orzyłam na bok żyletkę ,usiadłam na podłodze gdzie w cztery równe kreski wydawkowałam sobie magiczny proszek i po kolei wciągnęłam pierwszą...drugę...trzecią i już miałam wciągać czwartą kiedy przerwało mi pukanie do drzwi
L:(t.i) wyłaź i nie rób nic głupiego!! Porozmawiajmy!Prosze wyjdź!
Nic nie odpowiedziałam tylko szybko wciągnęłam ostatnią dawkę na chwilę zamknęłam oczy czekając na efekt i już po chwili przyszła upragniona błogość . Chwyciłam za żyletkę zrobiłam pierwsze delikatne cięcie na lewym nadgarstku nie był to pierwszy raz jak się domyślacie ale wciąż miałam obawy co do tego następne były głębsze a ostatnie było na tyle głębokie że lekko syknęłam z bólu pio kilku minutach była już tylko ciemność już nie czułam bulu ostatnie co słyszałam to głos Louisa mówiącego"wywarzam drzwi!!!"
*Oczami Lou*
Widok który zastałem po wywarzeniu drzwi był przerarzający (t.i) siedziała przy umywalce cała blada a wokoło bbyła krew
J:(t.i)!!Nie siostra jak mogłaś to zrobić!!
Li:Lou stary co...Dzwonie po karetkę a ty przewiąrz jej mocno na ranami jakiś ręcznik czy coś trzeba zatrzymać krwotok
J:Ok
Jak kazał tak zrobiłem przewiązałem jej na ranami kawałek ręcznika a już po chwili w pomieszczeniu znaleźli się sanitariusze
S1:Prosze się odsunąć zabieramy ją do szpitala.Nosze szybko!
J:Mogę jechać z wami
S2:Jesteś kimś z rodziny
J:Tak jestem jej starszym bratem jest pod moją opieką
S1:W takim razie możesz jechć z nami zapraszam
J:Chłopaki ja jade do szptala jak chcecie to kluczyki od samocjodu są na komodzie w korytarzu
Z:Ok pojedziemy zaraz za wami chłopaki zbierać się!
W szpitalu
*Liam pov*
Obecnie stałem wraz z chłopakami przy recepcji i kłuciłem się z kobietom za ladą
J:Prosze nas tam wpuścić bo inaczej sami się tam dostaniemy!!
K:Prosze nie krzyczeć i ile razy mam panom powtarzać że jeśli nie są panowie rodziną pacjętki nie mogę panom udzielać informacji o połorzeniu pacjętki ani wpuścić panów dalej
Z:Proszę pani tam właśnie leży i walczy o życie siostra naszego przyjaciela-mówił tak spokojnie że aż mnie zdziwił kim jesteś i co zrobiłeś z naszym Zaynem hmm?-więc albo do kurwy nędzy nad tam cholera wpuścisz albo wejdziemy siłą i i tak dowiemy się gdzie ona leż prędzej czy później ją kurwa znajdziemy!!!!-odwołuje wszystko co powyrzej stary Zayn wrócił bejbe
K:Proszę nie przeklinać to jest szpital a nie jakaś speluna
Li:Teraz to pani przesadziła DO WIDZENIA!!!-krzyknąłem jej prosto w twarz i rusxyłem korytarzem przed siebie a chłopaki zaraz za mną szliśmy może z dwie minuty i zauwarzyliśmy siedzącwgo na ktzesełkach Lou z twarzą skryta w dłoniach.Podeszliśmy do niego a on podniusł wzrok i odtazu się we mnie wtulił
L:Li powiedz czemu ona to zrobiła przecierz nic takiego się nie stało ?
Li:Stary ja sam tego nie pojmuje ale oto musisz już zapytać (t.i)
L:Masz racje dziękuje wam za wszystko
Z:Nie ma za co .A co z (t.i)?
L:Lekarz na razie nic nie mówił tylko kazał czekać
H:Louis powinieneś o czymś wiedzieć znaleźliśmy to w łazience-powiedział i podał mu prawie pusty przezroczysty woreczek z odrobiną białego proszku
Z:I stary nie miej mi tego za złe ale poszperałem troche w jej pokoju i znalazłem jeszcze jakieś 16 woreczków tego świństwa
L:Spoko ciesze się że przeszukali$cie jej rzeczy teraz wiem na czym stoję
Li:O idzie lekarz zapytam go co z (t.i)
Li:Dzień Dobry panie doktorze czy mogę dowiedzieć się co z (t.i)(t.n)
Le:Czy jest pan kimś z rodziny
L:Ja jestem jej bratem i (t.i) jest pod moją opieką .Louis Tomlinson
Le:Miło mi pana poznać Zac Efron zatem zapraszam ze mną pana i jak mniemam pana przyjaciuł.A więc u pani (t.i) wykryt we krwi kokainę.Oprucz tego straciła sporo krwi i jest teraz mocno osłabiona ale jej stan jest stabilny.Odkryliśmy również stare blizny po cięciach czy pan o tym wiedział?
L:Nie nic mi o tym nie wiadomo ale pewnie było to spowodowane tym że niespełna rok temu nasza matka zmarła i (t.i) została w Donecaster sama.Czy możemy do niej wejść?
Le:Dobrze ale nie na długo jest osłabiona i potrzebuje odpoczynku
Li:Dobrze dziękujemy
Weszliśmy do sali w której lerzała (t.i) obecnie była odwrucone w stronę okna a jej wzrok był tski nieobecny ale można było zauwarzyć w jej oczach łzy
T:Lou ja was przepraszam ale ja już tego nie zniose to dla mnie za trudne
L:Ale (t.i) czego nie zniesiesz o co chodzi?
T:Bo...bo...jjjaa...n.nie..p.powiedziałam..t.t.tobie...cc..ałej...p..prawdy..o...o..o...ojcu
L:Jak to nie powiedziałaś mi całej prawdy o ojcu ? Oco chodzi?
T:Bo jeszcze kiedy byłam no wiesz w Donecaster to ojciec wielkrotnie mnie nachodził w domu ,w pracy
L:To czemu nie zadzwoniłaś?!
T:Nie mogłam ,nie chciałam ci psuć tego co robisz co kochasz robić.A tetaz obiecaj że już do końca mi nie przerwwiesz.
L:Obiecuje
T:Wy też -wskazała na nas palcem i pierwszy raz od dłurzszego vzasu uśmiechn€ła się a my połorzyliśmy prawą ręk€ na sercu a lewą podnieśliśmy do góry
Wsz:Słowo harcerza!
T:Wiecie że rzeden z was nigdy nie zostanie harcerzem jesteście na to zbyt głupi i nadpobudliwi
Li:Ej wcal nie
T:Dobra wracając pewnego razu kiedy wracałam późnym wieczorem z prscy ktoś napadł na mnie i przyłorzył mi coś do twarzy a obudziłam się rano w jakiejś starej szopie i wtedy przyszedł On rozumiesz nasz własny ojciec mnie porwał i zamknął o tym co potem zrobił chciałam opowiedzieć ci już dawno to stąd te ślady po cięciach ,papierosy i narkotyki bo domyślam się że już wiecie albo od lekarza albo któryś z was grzebał w moich rzeczach Louis mój własny ojciec on...on...mni..ee zgwałcił rozumiesz własny ojciec mnie zgwałcił po tym prubował jeszcze wiele razy ale udało mu się tylko raz broniłam się biłam go ale nie miałam już na nic siły od dłurzezego czasu nic nie jadłam ani nic nie piłam po tym jak wyszedł zauwarzyłam że zostawił otwarte drzwi i poczekałam aż odjedzie i ostatkiem sił uciekłam jak się okazało zabrał mnie do stodoły na farmie babci Lodzi a z tamtąd do domu miałam jakieś 20 minut drogi pieszo więc jakoś dostałam się do domu i to dlatego tak zareagowałam na jego widok boje się że przyjechał tu po mnie i że znowu mnie porwie Lou ja tak się boje-zakończyła swój monolog i rozpłakała się na dobre i wtuliła się w Lou
L:Jak dorwe gnoja to porzałuje tego co zrobił własnymi rękoma go zabije-wysyczał przez zęby cały czas tuląc do siebie (t.i)
T:Boo proszę obiecaj że nie będziesz działał pod wpływem impulsu i zbędnych emocji to nie ma sęsu już chyba wole i$ć na policje
L:Obiecam jeśli ty obiecasz mi że pojedziesz z nami w trasę dookoła globu
T:Obiecuje
L:W takim razie ja też obiecuje
N:Obiecanki cacanki gupiemu radość pewien słodki blondynek farbowany ale blondynek chce papu jest głodny
T:Żadna nowość Niall żadna nowość.No idźcie fajcie mu jeść bo jeszcze chłopaczyna nam z głodu padnie
Z:Jaja sobie robisz on przed wyjazdem zjadł 2 pizze ,burito i jeszcze naleśniki z czekoladą a on mi mówi że jest głodny ten to chyba słonia by zjadł i nadal byłby głodny
N:Ha ha ha bardzo śmieszne nie moja wina że moje brzuszko domaga się jedzonka.JA CHCE JEŚĆ!!! DAJCIE MI JEŚĆ!!!
Li:Ni przymknij się to jest szpital a nie zoo.Lou,Zayn,Harry idźcie z nim do baru niech coś zje
L:Nie ja zostaje z (t.i)
T:Nie Lou proszę idź odpocząć a ja chcę porozmawiać na osobności z Li ok?
L:Ok,Ok choć żarłoku i reszto
#(T.i) pov#
Musze mu w końcu o tym powiedzieć nie mogę dłużej zwlekać chociarz "co się odwlecze to nie uciecze"...Nie powiem mu to tu i teraz...
CDN
Elo elo trzy dwa zero to ja przybywam z kosmosu z nowy imaginem o Liasiu jak myślicie czego dowie się Li pisać komentarze bo inaczej spadnie na was klontwa WIELKIEGO BALTAZARA .Dobra koniec robienia sobie jaj jak powyrzej piszcie komy i...NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI
~Mrs.Tomlinson
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz